I jeszcze jeden głos o strajku nauczycieli

strajk nauczycieli

Ktoś na tym strajku zarobi. Wątpliwe jednak, że będą to nauczyciele. Pomijając jednak polityczny wydźwięk, warto przyjrzeć się motywacji samych pedagogów. Ich sytuacja nie jest łatwa. Z jednej strony protestując próbują dokonać dobrej zmiany, z drugiej towarzyszy im niepokój o swoich uczniów.

Jako nauczyciel z dziesięcioletnim stażem całkowicie popieram postulaty strajkowe. Sektor edukacji jest bowiem w kiepskim stanie, a rzeczywiste zarobki nauczycieli są niskie. Zbyt szybko przeprowadzona reforma wprowadziła sporo chaosu. Oczywiście można by się tutaj zgodzić, że każda rewolucja początkowo niesie ze sobą nieporządek, który trzeba okiełznać. I gdyby na tym poprzestano, być może jakoś by się wszystko potoczyło/ułożyło. Jednak końca zmian nadal nie widać. W ostatnich latach „usprawniano” co tylko się dało. Efektem jest pogorszenie jakości pracy nauczycieli oraz uczniów. Dzieci zmagają się z przeładowaną podstawą programową, którą nauczyciele są w obowiązku realizować. Skutkuje to przemęczeniem i zniechęceniem wśród młodzieży. Coraz częściej słyszymy od nich „mam dość”. Brakuje czasu na rozwijanie zainteresowań, rozbudzanie pasji, na pracę twórczą. Zamiast tego są niezliczone testy, masa zadań domowych i po kilka podręczników do jednego przedmiotu. Oraz brak zaufania do nauczyciela, który przecież zna swoich uczniów lepiej niż ministerialny urzędnik.

Protest jest zasadny i bezwzględnie potrzebny. W moim odczuciu ma jednak jeden poważny defekt – kiepski wizerunek. Mam wrażenie, że przez to PR-owe niedopatrzenie część społeczeństwa wierzy, że strajkujący nauczyciel ma na celu zdobycie podwyżki a losy uczniów są mu obojętne. Nic bardziej mylnego. Oczywiście, nauczyciele chcieliby więcej zarabiać, jednak mało który z nich liczy na uzyskanie żądanej podwyżki. To, na co liczą, to poważane potraktowanie ich przez stronę rządzącą. Traktowanie ich jako ekspertów w dziedzinie edukacji, którymi przecież faktycznie są.

Strajkując doświadczałam oraz byłam świadkiem całej gamy odczuć. Początkowy zapał i poczucie misji z biegiem czasu zaczęły ustępować rozgoryczeniu. Nauczyciele czują się ignorowani. Postawa rządu odbierana jest jako nic innego jak tylko pokaz siły. Pozostajemy z poczuciem, że tak naprawdę kondycja edukacji w Polsce nie ma znaczenia. Przekłamania szerzące się za pośrednictwem mass mediów powodują kumulacje napięcia i w moim odczuciu prowadzą do zaostrzenia sporu, który dla dobra wszystkich powinien być jak najszybciej zakończony. Nauczyciele bardzo chcą wrócić do klas, do swoich uczniów. Żeby tak się stało muszą jednak uzyskać pewność, że nie protestują na darmo, że jest szansa na lepszą zmianę.

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika