Rząd zadekretował, że pandemii nie ma…

wiosna łąka

Jedyny „pożytek” z dziwnej polityki odejścia rządu od aktywnego przeciwdziałania pandemii jest taki, że antyszczepionkowcy siedzą cicho.

Od napaści Rosji na Ukrainę mniej zajmujemy się (jako społeczeństwo) znanymi nam już kłopotami i nieszczęściami, gdyż to dziejące się za miedzą skupia nasze lęki, obawy i uwagę. Nie znaczy to jednak, że inne zagrożenia minęły.

Rząd Morawieckiego 1 kwietnia zakończył pandemię. Zniósł obostrzenia, maseczki, obowiązkową izolację chorych, a za testy trzeba płacić. Nie ma finansowania szpitali tymczasowych, oddziałów covidowych. Nie ma dodatkowych pieniędzy na maseczki w placówkach zdrowia. Więc chorzy się nie izolują i mało kto się testuje – ilu w ogóle, nie wiadomo, bo nie prowadzi się pełnej statystyki (wszak „pandemia się skończyła”).

Nie będziemy ukrywać, że inne państwa uczyniły podobnie, ale trzeba pamiętać o innych parametrach ochrony przed COVID-19 jak np. powszechne szczepienia, z którymi w Polsce nie jest najlepiej.

Tu tyko jedno porównanie: w Wielkiej Brytanii 72,5 proc. obywateli zaszczepionych jest dwiema dawkami, a 56 proc. przyjęło już dawkę przypominającą – w Polsce to odpowiednio 58 i 29 proc. Poziom wszczepienia w Niemczech: 75 proc., Francji: 78 proc., Hiszpanii: 85 proc.

Trzeba jednak podkreślić, że zgodnie z „odwołaniem” pandemii także bierna walka z wirusem została zawieszona.

W obecnej sytuacji nie prowadzi się nawet pełnego testowania (nie jest ono już teraz bezpłatne), a więc rejestrowanie codziennych przypadków jest mocno niepełne. Nie prowadzono też sprawdzania ilu uchodźców wojennych z Ukrainy przekroczyło granicę zaszczepionych, a ilu nie.

Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podała, że w kwietniu w wielu miejscach odnotowano wzrost zakażeń na SARS-CoV-2. W Chinach (podobnie jak dwa lata temu) mamy znów nowe ogniska zachorowań.

– Wycofanie nadzoru nad codziennymi przypadkami COVID-19 czyni nas coraz bardziej ślepymi na transmisję i ewolucję koronawirusa. A ten wirus nie zniknie tylko dlatego, że kraje przestaną go szukać. Wciąż się rozprzestrzenia, wciąż się zmienia i wciąż zabija – tak ocenił tę nieodpowiedzialna postawę dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor generalny WHO.

Obrazowo pisze o tym zespół doradczy ds. COVID-19 działający w PAN:

„Brak monitoringu jest jak odłączenie czujników pożaru. Może spowodować, że przy kolejnej fali zakażeń dopiero pełne oddziały intensywnej terapii powiedzą nam, że zareagowaliśmy zbyt późno”.

Jesteśmy więc dzisiaj w dziwnej sytuacji. Niby pandemii nie ma, ale zachorowania są, ale nie wiemy gdzie i kiedy, oraz w jakim natężeniu występują. No, bo rząd zadekretował, że nie ma, to nie ma.

Czekamy więc teraz kiedy rząd zadekretuje, że zmierzamy do powszechnego bogactwa, bo przecież wraz z inflacją rosną nam wynagrodzenia. Więc jest lepiej niż było.

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika