Rosomak z Siemianowic [cz.6]

czołg

# To był maj [CD]

Byłem wtedy bardzo młodym człowiekiem
– opowiada o swoich początkach Antkowiak.
– Przyprowadzili mnie do głównego mechanika Józefa
Frydeckiego, a od niego trafiłem do mistrza wydziału
remontowego Jana Kuchty. Na dzień dobry usłyszałem:
„Coście mi tu synka przyprowadzili, trzeba coś z nim
zrobić”, odechciało mi się wszystkiego. Ale z czasem się
nauczyłem.
Antkowiak zajmował się na początku docieraniem
i próbami silników po remoncie: To była kuźnia praktycznej
nauki zawodu. Wozy rozbierało się do ostatniej
śrubki. Mieliśmy tak dobrą opinię jako pracownicy, że
przyjeżdżali do nas werbownicy z innych zakładów
namawiać nas byśmy przeszli do nich.
Siemianowicka fabryka musiała więc się postarać,
by fachowcy zostali w firmie. Najważniejsze były
mieszkania. Ówczesne kierownictwo zakładu postarało
się więc o nie. W 1953 roku zakład otrzymał trzy
pierwsze bloki mieszkalne na osiedlu Tuwima – czytamy
w kronice. Z czasem przejmował kolejne budynki na
siemianowickich osiedlach.

# Boks, piłka nożna i nauka zawodu

To był też czas rozwoju sportu. Przy zakładzie
funkcjonował Klub Sportowy „Motor”. Sekcje piłki
nożnej i bokserska weszły nawet do II ligi śląskiej.
To były czasy, kiedy w piłce i boksie mieliśmy
naprawdę wybitnych zawodników – wspomina Roman
Kyzioł, długoletni pracownik WZM. Przy zakładzie
funkcjonowały też sekcje: ciężarowców, kolarska
i szachistów. Te jednak nie osiągały tak spektakularnych
sukcesów. Przyzakładowe sekcje sportowe z czasem
zostały rozwiązane, a zawodnicy przeszli do innych
klubów. Sprzęt oddano bądź sprzedano, jednak
tradycje pozostały. Praktycznie co roku wojskowi
i cywilni pracownicy zakładu w święto Ludowego
Wojska Polskiego rozgrywali między sobą mecze piłki
nożnej. Taki miał miejsce w 26 rocznicę powstania
LWP. Dość zabawienie w kronice opisał go jeden
z ówczesnych pracowników – Andrzej Frydrych:
Jakże piękna była ta jesień. Tak słońce jak i epigoni
umiejętności piłkarskich dali co najlepsze. Ulubieńcem
sportowo wyrobionej publiczności był ppłk Szyngiera.
Zawodnik ten grał w każdej sytuacji. Mimo kłopotu ze
spadającymi spodenkami, umiejętnie strzegł dostępu do
bramki. Później z podobną swadą komentator opisał
i ocenił resztę zawodników. Kłopot polega jedynie na
tym, że czytelnik kroniki zakładowej nie dowiedział
się, kto wygrał ten tak kunsztownie skomentowany
mecz.

Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego portalu