Premier mówi o 100 dniach solidarności. Zdaje się, że nie rozumie tego słowa.

Premier mówi o 100 dniach solidarności. Zdaje się, że nie rozumie tego słowa.

Nie będzie solidarności z tym – i takim – rządem.

Premier mówi o 100 dniach solidarności. Zdaje się, że nie rozumie tego słowa.

Gdy w ostatniej chwili, przed dniem Wszystkich Świętych, skasował biznes funeralny, lub gdy – też w ostatnim momencie – nakazał zamknięcie sklepów meblowych, to przez usta mu nie przeszły słowa – wypowiadane w duchu solidarności – o ratowaniu tych, i wszystkich innych, branż, które ucierpiały wskutek lockdownu.

Nic nie mówi o solidarności wyrażanej sobie od miesiąca codziennie, na ulicach przez uczestników manifestacjach ulicznych.

Zapewne wyraża solidarność – ale tu na pewno wiemy, że z koleżkami z rządu – wysyłając do bicia kobiet i nastolatków kiboli z opaskami „policja”.

Wyraża zapewne „solidarność” z aparatem przemocy, gdy państwowa policja zatrzymuje posła i wyrzuca go potem z radiowozu na parkingu, gdy psika gazem posłance pokazującej „policjantowi” poselską legitymacje, gdy zatrzymuje relacjonującą wydarzenia fotoreporterkę, gdy bije bez powodu uczestników manifestacji.

Premier dziwacznie rozumie słowo „solidarność”. Do utworzonych szpitali polowych mających odciążyć inne placówki przyjmowani są rekonwalescenci, a nie ciężko chorzy, nie przeszkadza to jednak zatrudniać lekarzy za stawki nieosiągalne dla innych, dając jednocześnie wyceny za leczenie pacjenta prawie dwukrotnie wyższe niż w „normalnych” szpitalach. To jest właśnie solidarność w rozumieniu premiera obecnego rządu, w którym każdy ma swojego szwagra, a wszyscy maja capo di tutti capi.

Prosi o solidarność ludzi, którzy od lat płacą tyle lat podatki, tworzą miejsca pracy, a teraz mają wyrazić z nim solidarność, będąc pozbawionymi możliwości zarobkowania.

Premier nie ma prosić o solidarność, on ma obowiązek samemu ją wyrazić, oferując dopłaty do zagrożonych biznesów, ulgi podatkowe w przyszłości, zwolnienia z danin na rzecz państwa ponoszonych przez ciężko pracujących obywateli.

Tylko, że na taką solidarność ten malowany premier nie ma pieniędzy. Bo co było  nadwyżką w budżecie zmarnotrawił, podzielił między siebie i swych wyznawców. Jego solidarność znaczy: dajcie nam w spokoju dalej psuć Polskę, nie rozliczać Sasina i Szumowskiego, nachapać się jeszcze (bo przecież „nam się to należy”) ile można.

To premier powinien wyrazić solidarność z Polakami oddając rząd do dymisji, pozbawiając się pracy tak, jak on pozbawia pracy rzesze obywateli.

PS.

Gdzie są pieniądze których teraz rządowi brakuje zobacz tu https://www.youtube.com/watch?v=-LhUJdsD98Q

Foto –  Olaf Kosinsky / Wikimedia

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika