Piłka w Siemianowicach (cz.3)

Piłka w Siemianowicach (cz.3)

[…] Apelacje na niewiele się zdały, nawet jeśli przeprowadzone został w ckliwym, wręcz łzawym tonie. Pradella próbował nawet osobiście rozmówić się z Sornikiem ale, czy to zbiegiem okoliczności czy też celowym unikiem, ten zbył go brakiem czasu. Muszę to przypisać na konto swojego pecha, rzadko mam tyle szczęścia, aby w osobistej rozmowie załatwić sprawy pozytywnie. Zazwyczaj z dwóch powodów: albo jestem wysłuchiwany bez zainteresowania należytego i szybko odprawiany, albo mój partner niefartownie nie może wdać się w szczegółową dyskusję, skarżył się biedaczyna już w liście do szefa sportu na zmilitaryzowanym Górnym Śląsku. Dr Sornik kategorycznie traktował klub Pradelli jako polski i nie dostrzegał żadnego uzasadnienia, aby pójść na ustępstwa. Te oskarżenia zdumiewały Pradellę. Zapewniał, że z całą mocą walczył o niemieckość klubu nawet w trudnych polskich czasach, zapierał się aby nie trafił w niepowołane, gorolskie ręce, czcił Hitlera i narodowy-socjalizm, przywoływał zapewnienia – rzucone nieco nieostrożnie przez Reichssportführera Tschammer und Osten i te nieco bardziej wstrzemięźliwe otrzymane od dr Brüggemanna, szefa śląskiego Związku Sportowego w tamtych dniach wybuchu wojny – że wszystko będzie w porządku. Na niewiele to się zdało. Nieprzejednany Sornik zawierzył w wątpliwą lojalność klubu w okresie polskiego panowania – plotkowano na mieście, o czym Pradella dowiedział się podczas telefonicznej rozmowy od Rudolfa Fonfary, legendy katowickiej piłki a wówczas już szefa tej dyscypliny z namaszczenia Sornika, że Śląsk 1915 wręcz bojkotował niemiecki ATV. Strasznie to przeżywał, ale zostało już postanowione: w 40-45-tysięcznych Siemianowicach miejsce było w lutym 1940 roku tylko na dwa kluby sportowe; i basta.

W pierwszej kolejności chodziło o ATV Laurahütte zasłużony swym oporem przeciwko polskim władzom. Klub dostosował się do nowych wymogów przyjmując statut i powołując zarząd na posiedzeniu z 26 października 1939 roku. Nowym prezesem został Hubert Kołodziej, który na tym stanowisku zastąpił Herberta Ermlera. Dopiero, gdy przesądzony został los SuSV uruchomiono w klubie sekcję piłki nożnej. Ogłoszono to 8 listopada na walnym zgromadzeniu, opiekę nad futbolistami powierzono Hansowi Machnikowi. Problemem było boisko. Miotano się między różnymi adresami, przy kopalni Knoff, gdzie swe mecze rozgrywała dawniej Iskra oraz obiektem należącym wcześniej do KS 07 w Parku Pszczelnika (Bienhofpark), decydując się ostatecznie na to drugie miejsce.

Pierwsze zawody rozegrano 19 listopada 1939 roku. W wewnętrznej gierce pierwsza drużyna pokonała rezerwy 6:1. Zaledwie tydzień później na boisku Iskry ulegli Hercie Königshütte (Królewska Huta, obecnie Chorzów – przyp. MK) 4:5. W drużynie występowali gracze zlikwidowanych polskich klubów, nie tylko siemianowickich ale i ościennych (i tego nie mógł przeboleć Pradella dziwiąc się, że w nowych towarzystwach po boisku biegają zawodnicy reprezentujący onegdaj kluby o tak jednoznacznych nazwach jak Strzelec, Powstaniec czy inne gorolskie towarzystwa [niem. Gorollenklub], a jemu zabroniono reaktywacji SuSV). Chyba najbardziej okazały w wojennych dziejach klubu był grudzień tego samego roku. Wówczas odnieśli najwyższe zwycięstwo gromiąc TuS Janow (Janów, dzielnica Katowic – przyp. MK) aż 17:0 (pięć goli młodszego z braci Malina – przyp. MK) oraz sensacyjnie rozbili renomowany Bismarckhütter Svgg 1899 aż 7:2. BSV to była niemiecka mutacja Ruchu Chorzów, wielokrotnego przedwojennego mistrza Polski. Do Siemianowic zajechali z mocnym składem, z Petrkiem (zaczął mecz jako środkowy pomocnik), Wodarzem, Dziwiszem, Andrzejewskim i Ewaldem Urbanem, ale na zasypanej śniegiem murawie zupełnie sobie nie radzili z uporem starając się prowadzić grę kombinacyjną. W obecności 600 widzów popisową partię rozegrał Liszyński ustrzelając hat-trick.

Drużyną opiekował się już wówczas Rudolf Dyrdek. Po okrzepnięciu zgłoszona została, wprawdzie już po czasie ale z pozytywną odpowiedzią, do rozgrywek na górnośląskich ziemiach zajętych przez Rzeszę. Ta liga okazała się zupełnym nieporozumieniem. Wydawane zgody dla kolejnych klubów i sroga zima przełomu 1939/40 całkowicie storpedowała terminarz. ATV zdołał rozegrać ledwie jedno spotkanie (1:4 z TuS Lipine, czyli dawnym Naprzodem Lipiny, z elementem niepożądanym podczas gry, bo […]

CDN

Mariusz Kowoll

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika