Metropolii jaka jest nikt nie widzi

Metropolii jaka jest nikt nie widzi

Jest taka staropolska definicja konia: Koń jaki jest każdy widzi. My można powiedzieć:

Metropolii jaka jest nikt nie widzi

W środę (23 maja) w michałowickim Zameczku odbyła się debata mająca przybliżyć siemianowiczanom Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię. Mimo że obecna, nieco sztuczna, nazwa nawiązuje bezpośrednio do10 lat istnienia Górnośląskiego Związku Metropolitalnego (chodziło zapewne, by skrót był niemal identyczny: G-ZM), który był na Górnym Śląsku prekursorem takiej formy zrzeszanie się miast w celu realizacji wspólnych celów, to innej kontynuacji nie widać. Wciąż nie wiemy jaki dorobek w postaci programów, analiz, ekspertyz, po sobie zostawił – a przecież tyle było debat, licznych posiedzeń i wypłacanych diet uczestniczących w nich prezydentom miast , że spodziewać się by można szafy pełnej dokumentów. Chyba jednak nawet tej szafy nie było. Nic więc dziwnego, że na zadane przez nas pytanie

Co po 10 latach istnienie pozostawił GZM?

Nie usłyszeliśmy odpowiedzi. A zadaliśmy je, gdyż Danuta Kamińska, wiceprzewodnicząca Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii prosiła o cierpliwość w oczekiwaniu na pierwsze efekty ich działania, ponieważ „muszą się zorganizować, ustalić priorytety, zrobić analizy, zamówić ekspertyzy”. To po co się było za brać za tę robotę, jeśli nie wie się o co w tym wszystkim chodzi.

Podobnie jak nie usłyszeliśmy odpowiedzi na inne pytania zadane z sali:

Co z siedzibą władz metropolii? Obecnie organizacja, która chlubi się swym potencjałem terytorialnym, ludnościowym i ekonomicznym, która chce być partnerem dla państw czy światowych korporacji, zajmuje jako sublokator piętro w trudno dostępnym, przestarzałym biurowcu z kłopotliwym dojazdem (przypominamy: Katowice, ul. Barbary 21a)

Co z lepszą komunikacją, której mieszkańcy nie widzą.

Co z walką ze smogiem, która w skali całej aglomeracji byłaby i tańsza i skuteczniejsza, ale wciąż dominują lokalne projekty.

Ta unifikacja działań (w postaci np. wspólnego programu antysmogowego), godzin pracy urzędów, systemu poboru opłat za parkowanie samochodów, wcale nie jest mile widziane przez władze poszczególnych miast. Agnieszka Gładysz, I zastępca Prezydenta Miasta bardzo broniła odrębności Siemianowic Śląskich w tych kategoriach – czym wzbudziła pewne zdziwienie prof. Roberta Tomanka.

Od pani prezydent usłyszeliśmy, że unifikacja wcale nie jest potrzebna, bo każde miasto ma swą specyfikę. Więc jeśli tak traktuje się tworzenie jedności – poprzez podkreślanie odrębności i uciekanie od wspólnych mianowników – to nie widać szans jakiekolwiek wspólne działanie.

Uczestniczący w debacie ekspert, prof. Robert Tomanek, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego wyraźnie powiedział, że jeśli nie powtórzy się błędów KZK GOP i GZM to są szanse na sukces, ale wspomniał, ze błędy te są widoczne. Na czwartkowym spotkaniu prof. Robert Tomanek krytycznie ocenił – jako zagranie pod publiczkę –obietnice darmowej komunikacji i uruchomienie linii (od razu trzech!) na lotnisko w Pyrzowicach.

Bronienie swej zaściankowości nigdy nie przyniesie powodzenia. A przecież górnośląskie miasta powstały poprzez jednoczenie się odrębnych miast i gmin, z których każda z czegoś rezygnowała: z nazwy, z własnego wójta, dostając coś w zamian: tereny pod inwestycje, lepsze szkoły, większy budżet. Tak właśnie powstały Siemianowice, z Bytkowa, Huty Laury, Sadzawki.

Ta drogą powinna iść Metropolia. Jeden wielki organizm miejski, z jednym wielkim budżetem. Ale droga do takiego kształtu daleka i wyboista, bo obok 14 dużych miast mamy dwa razy tyle małych i jeszcze mniejszych gmin jak Rudziniec, Psary, Chełm Śląski, by podać te trzy gminy jako przykłady.

Konia z rzędem temu, kto powie jakie wspólne problemy mają Gliwice i sąsiedni Rudziniec czy Dabrowa Górnicza i Psary. Chełm Śląski będąc niegdyś częścią Mysłowic wybił się na niepodległość, więc jakie teraz będzie miał interesy z tym miastem?

To są pytania od których Zarząd Metropolii ucieka, szukając przychylności w populistycznym rozdawaniu pieniędzy w ramach tzw. Funduszu Solidarnościowego, co już zostało uznane powszechnie za błąd. Powiedzmy więc

Kilka zdań o pieniądzach

Podczas debaty prof. R. Tomanek wytknął rozrzutność Siemianowicom w postaci rezygnacji z poboru opłat za parkowanie w centrum miasta. Faktem jednak jest, ze mniejsze miasta w aglomeracji (Piekary Śląskie, Świętochłowice) również takich opłat nie stosują. Co nie znaczy, że to dobre rozwiązanie?

Tak samo skrytykował obietnicę darmowej komunikacji, czy zrezygnowanie z 250 mln złotych, a tyle właśnie w 2017 roku wynisołsy wpływy za bilety w KZK GOP i MZK Tychy. Przypomnijmy: budżet Metropolii to 320 mln zł. Czyli 70% swego budżetu Zarząd Metropolii chce rozdać, pozbawiając się wpływu na cokolwiek (na pensje starczy). Jak w takiej sytuacji planować cokolwiek, inwestycje gospodarcze, mieszkaniowe, komunikacyjne.

Pieniądze podatków łatwo rozdawać, ale powinno się je wpierw generować. Co się stanie, gdy będzie kryzys, dochody mieszkańców, a co tym idzie 5% odpis z ich podatków także spadnie? Wtedy ludzie chętniej przesiadają się do komunikacji publicznej. Więc będzie miej pieniędzy, a koszty urosną.

A przecież jest wiele ważnych spraw do wspólnego załatwienia, jak chociażby gospodarka przestrzenna czy powstrzymanie wymierania miast. Tego hasłami się nie załatwi. Tu potrzebne są spore nakłady, by tworzyć rozwiązania, które zatrzymają młodych ludzi w górnośląskich miastach.

Najważniejsza kwestia to demografia

Metropolia mogła powstać, gdy w miastach i gminach ją tworzących będzie mieszkało w sumie ponad 2 mln mieszkańców. Teraz ta liczba jest przekroczona, ale przecież prognozy są pesymistyczne. Za 20 lat się zmniejszy o ponad 25%.

Tak więc zasadne jest pytanie, dla kogo metropolia ma planować swe działania. Bo też struktura populacji w metropolii się zmienni. Jeśli obecnie tylko 20% mieszkańców liczy ponad 60 lat, to w rok 2030 odsetek tej grypy wiekowej będzie zdecydowanie większy.

Wniosek z tego jednoznaczny: więcej ludzi pozostanie, będzie więcej dochodów. Ale naprawdę, darmowa komunikacja nikogo nie zatrzymamy.

W sumie więc było to pożyteczne spotkanie. Po pierwsze dlatego, ze pokazało, iż mieszkańcy wiedzą czego od metropolii oczekują

Po drugie dlatego, iż pokazało że metropolia to wciąż prawna wydmuszka, bez pomysłu na siebie.

Cz w tej sytuacji będą kolejne spotkanie? Wątpię, ale podpowiadam działaczom społecznym i obecnym władzom miasta: warto je organizować, by swe postulaty pod adresem metropolii publicznie artykułować, po drugie dlatego, że na tle miernej argumentacji przedstawicieli Metropolii lokalni organizatorzy zawsze wypadną lepiej.

Dobrze także, że takie spotkania się odbywają, bo w ten sposób i głos rozsądku może trafić do władz metropolii.

Grzegorz Grzegorek

PS. Jak bardzo Metropolia jest nierozpoznawalna, świadczy zdanie z zapowiedzi debaty na internetowej stronie miasta: „Jako mieszkańcy naszego miasta, od ponad roku możemy się cieszyć z bycia częścią dwumilionowej Metropolii Śląsko-Zagłębiowskiej”. Powinno być zaś Górnośląsko- Zagłębiowskiej Metropolii.

 

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?

Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika