Czy Siemianowice obronią niezależność?

Czy Siemianowice obronią niezależność?

Z pewnym niedowierzaniem patrzymy na energiczne działania władz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w zakresie integracji poszczególnych miast. Wpierw połączono trzy (KZK GOP, tyski MZK i Międzygminny Związek Komunikacji Pasażerskiej w Tarnowskich Górach) organizacje zarządzające transportem w jedno – Zarząd Transportu Metropolitalnego, następnie ogłoszono łączenie miejskich ścieżek rowerowych w spójną całość i budowę velostrady. Nie dziwią więc zapowiedzi konsolidacji ciał zarządzających poszczególnymi miastami i gminami.

Ponieważ obecna praktyka przyjmowania do GZM wszystkich chętnych może sprawić, że powstanie centrum złożone z miast bogatych i otaczający je wianuszek mniejszych, uboższych gmin postanowiono wprowadzić eksperymentalny program łączenia miast. Impulsem do tego było grożące Świętochłowicom bankructwo, przed czym może uchronić połączenie z Chorzowem. Świętochłowice uciekłyby spod toporu, zaś Chorzów zyskałby dostęp do terenów inwestycyjnych i budowlanych. Trzeba bowiem podkreślić, że świętochłowicki odcinek DTŚ jest martwy gospodarczo w sytuacji, gdy wszystkie działki przy tej arterii w Chorzowie i Katowicach są zagospodarowane. To wskazuje silę i słabość poszczególnych miast.

Rozważa się także połączenia dużych miast stykających się wianuszkiem mniejszych, mówi się w tym kontekście o tym żeby Siemianowice Śląskie połączyły się z Czeladzią, Wojkowicami. Jednak ich połączenie nie daje nowej jakości, jak to ma miejsce w łączeniu Chorzowa ze Świętochłowicami. Dlatego też rozważany jest – prawdopodobnie odbędzie się w tej mierze szeroki sondaż, może referendum – wariant „mocarstwowy”. Czyli wzmacniane dużych miast atrakcyjnymi terenami inwestycyjnymi mniejszych sąsiadów i małych ogromnym budżetem większego miasta. Tutaj rozważane jest połączenie – unika się pojęcia „przyłączenie”, by nie wskazywać miasta dominującego – Siemianowic z Chorzowem lub Katowicami, a nawet doprowadzenie do trójmiasta. Analogicznie Ruda Śląska połączyłaby się Bytomiem i Zabrzem, że podamy te najbardziej możliwe połączenia.

Zalet takich działań jest bez liku, od racjonalniejszej sieci szkół i szpitali, po mniejsze w sumie grono urzędników. Takie supermiasta miałyby także zdecydowanie więcej do powiedzenia przy planowaniu inwestycji metropolitalnych na ich terenie. Wystarczy porównać ofertę kulturalną poszczególnych miast, bazę sportowa, budownictwo mieszkaniowe, by zobaczyć, że większy więcej może. Może będzie mógł wybudować dobre połączenie pomiędzy obecnie rozdzielnymi miastami, na co mimo kilkuletnich obietnic się nie zanosi.

Taka praktyka realizowana była od czasów pruskich i kontynuowana w latach między- i powojennych. Wtedy dawała często bardzo dobre rezultaty.

Czy jednak powiedzenie, że lepiej być sołtysem we własnej wsi niż zastępcą wójta w cudzej, przeważy, czy górę weźmie głos rozsądku.

Pomysł jest dobry, jednak w czasie, gdy Unia Europejska drży od sił odśrodkowych warto podejmować takie ryzyko?

Zapytajmy naszych czytelników: czy Siemianowice mają się połączyć z Katowicami czy wolą z Czeladzią i Wojkowicami. Ich głos może wiele podpowiedzieć władzom Metropolii.

Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika