Czekamy na zbawienie boskie

adam niedzielski minister zdrowia
Musimy przyzwyczaić się do noszenia maseczek w przestrzeniach zamkniętych - mówi minister zdrowia Adam Niedzielski. Innych dyspozycji wobec groźby rozwoju pandemii na razie nie podał.

IV fala zachorowań spowodowanych przez COVID-19 nabiera siły – wiele regionów spełnia obecnie te kryteria, które jeszcze w zeszłym roku decydowały o restrykcjach, tymczasem rząd zdaje się mówić:

CZEKAMY NA ZBAWIENIE BOSKIE

Miesiąc temu ukazały się takie informacje:

Najnowsze dane przekazane przez resort zdrowia jasno wskazują, że czwarta fala przyspieszyła. W porównaniu z ubiegłym tygodniem – liczba zakażeń wzrosła o prawie 70 proc. Tydzień temu potwierdzono 1234 zakażenia, 6 października – 2085. Eksperci zauważają, że Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem szybkości rozwoju epidemii. Nikt nie ma wątpliwości, że z każdym dniem chorych będzie przybywać.

Po czterech tygodniach musimy przytoczyć takie informacje:

Statystyka zachorowań pokazuje dane – zgodne z wcześniejszymi przewidywaniami ekspertów – wyższe. Tak więc na koniec miesiąca (30 października) ilość zakażonych wynosiła już 7989 osób, zaś średnia zakażeń z tygodnia (23-30 października) to 7129. Są to wielkości najwyższe od 23 kwietnia br., a biorąc wielkości tydzień do tygodnia mamy zakażeń więcej o 65%!

Tak, wzrost jest stały. Bezczynność rządu także.

Coś tam mówią o konieczności maseczek, o dystansie, wysyłają policjantów by karali tych bezmaseczkowych. Czy to powstrzyma pandemię?

Nie, podobnie jak komunikaty typu; „jeśli wzrośnie należy się liczyć z restrykcjami” czy „jeśli przekroczy będzie trzeba wprowadzić”.

Wprawdzie po ubiegłorocznych kompromitacjach w postaci zmykania lasów, negowania a potem wychwalania zalet maseczek (gdy szwagry już wystarczająco dużo rządowi ich sprzedały) i innych decyzji kompromitujących kompetencje podejmujących je urzędników, nie wiemy czego się po rządzie spodziewać, ale pozostawienie wirusa samemu sobie nic dobrego nie wróży.

Dlatego nie dziwimy się, że w tej sytuacji koalicja rządząca uchwala podniesie mandatów za wykroczenia ruchu drogowym. Za wykroczenia w kwestach sanitarnych jakoś się zabrać nie chce.

Może więc warto w końcu posłuchać specjalistów.

Jeden z nich, dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, twierdzi, że rząd nie powinien zwlekać z decyzją o obostrzeniach w tych strefach kraju, które odnotowują najwyższe liczby nowych zakażeń koronawirusem.

Dr Sutkowski podkreśla, że rządzący nie powinni bać się środowisk antyszczepionkowych i wprowadzić takie regulacje, które ograniczą niebezpieczeństwo związane z przebywaniem niezaszczepionych w miejscach publicznych.

„W pierwszej kolejności powinniśmy jednak poznać kryteria do wprowadzenia obostrzeń w poszczególnych strefach, bo obecnie Ministerstwo Zdrowia nawet ich nie określiło. Zbyt wiele regionów spełnia obecnie te kryteria, które jeszcze w zeszłym roku decydowały o restrykcjach. Większość lekarzy uważa, że obostrzenia w województwie lubelskim czy podlaskim powinny być wprowadzone od dawna. Pewne ograniczenia dla niezaszczepionych powinny się niewątpliwie pojawić”

– uważa ekspert.

Trzeba działać, nim będzie za późno – apeluje lekarz. Obecnie aż 8 mln Polaków jest podatnych na zachorowanie (także w efekcie nie zaszczepienia się), więc w czasie jesiennej fali pandemii z powodu COVID-19 może umrzeć nawet 55 tys. osób – przyznał w rozmowie z RMF FM dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Czytaj także – Sprawiedliwość sanitarna. Rzecz o tych, którzy bojkotują szczepienia, ale nie bojkotują wirusa, pozwalając mu się swobodnie przenosić i namnażać.
Czytaj nas, co wtorek. Powiadamiać Cię e-mailem ?
Powrót do strony głównej, czyli najnowszego wydania naszego Tygodnika